• M.

SNICKERS W WERSJI FIT


Z racji trwającej obecnie sytuacji związanej z koronawirusem i ogólnoświatowej akcji #zostańwdomu swoją większą ilość wolnego czasu postanowiłam zagospodarować na naukę - a może raczej mówiąc nieskromnie - doskonalenie swoich kulinarnych umiejętności. I tak, zaczęłam od zabawy z ciastem drożdżowym - zrobiłam chyba wszystkie możliwe słodkie wypieki z ich udziałem - drożdżówki z serem, makiem, chałkę, rogaliki. Na liście nieodhaczone mam jeszcze drożdżowe racuchy, ale już niedługo... ;) Będąc w temacie drożdży nie obyło się oczywiście bez pizzy, której fanką jestem - z racji mojego zamiłowania do Włoch i kuchni śródziemnomorskiej.

No dobrze, ale na tym moja przygoda z gotowaniem się nie kończy. Pomyślałam, że fajnie byłoby odwzorować popularne sklepowe słodycze (pełne cukru i oleju palmowego) w wersji FIT - nieco odchudzone, odcukrzone ;) i w wersji "zdrowszoskładnikowej" (od teraz jestem autorką tego słowa).

Na moim instagramie już dawno temu mieliście okazję podłapać przepis na FIT BOUNTY, niedawno podzieliłam się z Wami przepisem na FIT KNOPPERSA. Z racji założenia strony, przepisy będę od teraz publikować właśnie tutaj - ale bez obaw, zawsze będę Was informować o nowym poście na moim instagramie, a najlepiej po prostu zaglądajcie tutaj regularnie ;)


Snickers to chyba mój ulubiony (chociaż w sumie ciężko wybrać) batonik. Kiedyś w czasach szkolnych jadłam go na potęgę, później w racji coraz większej świadomości jedzeniowej zaczęłam ograniczać ogólne spożycie słodyczy (ograniczać nie znaczy wykluczać ;)), ale nie oszukujmy się - każdy z nas lubi zjeść coś słodkiego, szczególnie do aromatycznej popołudniowej kawki.

Los chciał, że w szafce miałam krakersy, orzeszki i czekoladę - te składniki natychmiast połączyły mi się w całość, jaką okazał się być właśnie fit snickers :). Do pokruszonych krakersów dodałam trochę suchej odżywki białkowej (bo się musi zgadzać makro ;)), a składnikiem zlepiającym i łączącym suche składniki oprócz masła orzechowego został dżem figowy, który zrobiłam dosłownie parę dni wcześniej. Całość zagrała po prostu idealnie :)

Karmel jest moim odtworzeniem tradycyjnego przepisu, który znalazłam w internecie - przyznam, że stresowałam się niemało, bo na początku nie szło tak, jak według przepisu powinno iść, haha. Na szczęście efekt końcowy był taki, jak sobie założyłam i teraz mogę Wam śmiało powiedzieć, że ten karmel to niebo! Zastyga w lodówce i masa zrobiła się gęsta, ale nie twarda jak skorupa. Na pewno będę powielać ten sposób na karmel w innych słodkich przepisach. Polewa to pestka, nie ma co się rozwodzić nad jej przygotowaniem (za to nad smakiem....).


No dobrze, koniec tego lania wody - czas na przepis.

Mam nadzieję, że jesteście na to gotowi :)



SNICKERS

Składniki:


Spód:

· Krakersy 180g

· Dżem figowy 150g (mogą być też namoczone wcześniej i zmiksowane daktyle)

· WPC 50g

· Masło orzechowe 100g

Karmel:

· Mleczko kokosowe (stała część) 200g

· Erytrytol 50g

· Masło orzechowe 100g

· Masło ekstra 5g

· Orzeszki ziemne 100g

Polewa:

· 2 tabliczki gorzkiej czekolady

· Erytrytol

Krakersy rozdrabniamy, mieszamy z odżywką białkową, dodajemy dżem i masło orzechowe. Całość łączymy i wykładamy na tortownicę wyłożoną papierem do pieczenia i wysmarowaną tłuszczem. Ugniatamy spód i wkładamy do lodówki do schłodzenia.

W rondelku rozpuszczamy erytrytol, dodajemy masło i mieszamy do połączenia się składników, po czym powoli dodajemy mleczko kokosowe i trzymamy na małym ogniu przez ok. 30 minut co jakiś czas mieszając. Masa ma zgęstnieć. Zdejmujemy z ognia, dodajemy masło orzechowe i orzeszki, całość mieszamy i wylewamy na spód. Znowu schładzamy w lodówce – około 1,5h.


Czekoladę roztapiamy z erytrytolem w kąpieli wodnej. Wylewamy na karmelową warstwę i znowu posypujemy orzeszkami po wierzchu. Ponownie schładzamy w lodówce.






MAKRO

(1 Z 16 KAWAŁKÓW)


297 KCAL

9 B

17,5 T

22 W











Mam nadzieję, że ten przepis przypadnie Wam do gustu tak samo jak mnie i moim domownikom - całość zniknęła w przeciągu jednego dnia. Uważam to za mój cukierniczy sukces, jednak zawodową porażkę, haha. Moi domownicy mają szczęście, że wszystkie pyszności przygotowuję w wersji fit - inaczej istniałoby duże prawdopodobieństwo, że na następne Święta potrzebowalibyśmy podwójnych krzeseł przy stole ;).


Podzielcie się ze mną zdjęciami Waszych arcydzieł (Wasze wykonania zawstydzają moje) i napiszcie, jak Wam smakowało :)